Powrót  powiatu kartuskiego do Polski - 1920 r..

W następstwie I wojny światowej upadły trzy europejskie mocarstwa: Rosja, Austro-Węgry i Niemcy. Ich klęska otworzyła  Polakom drogę do odrodzenia własnej państwowości.

W 1918 roku   po 123 latach niewoli powstały zręby Rzeczypospolitej Polskiej.  Mieszkańcy Kujaw, Pomorza i Kaszub  musieli na odzyskanie wolności poczekać jeszcze dwa lata. Radość z przyłączenia Pomorza do odrodzonej Polski była ogromna. Towarzyszyły jej pielęgnowane od lat marzenia wolności, godności i lepszego życia w odrodzonym państwie. Lata ucisku (germanizacja, Kulturkampf) wobec ludności kaszubskiej  miała zrekompensować wskrzeszona Polska.  Stąd w 1920 r. wkraczające do kaszubskich i pomorskich wsi i miasteczek wojsko traktowano jako reprezentację Polski, w której Kaszubi będą pełnili należną im rolę jako odwieczni gospodarze tych  ziem. 

     11 listopada 1918 r. powstało w Warszawie niepodległe państwo, składające się z Kongresówki i Galicji Zachodniej, o Galicję Wschodnią toczyły  się walki. Kresy Wschodnie były w tym czasie w ogniu, zaś  Pomorze w zaborze pruskim czekało na dalszy bieg wydarzeń.  Reasumując, w 1918 r.  państwo polskie było  w stanie tworzenia, zaś stwierdzenie „Polska wybuchła” było w tym czasie w powszechnym użyciu.  Jesienią 1918 roku polscy posłowie także z terenu Kaszub  w parlamencie berlińskim  coraz częściej mówili o odrodzeniu się wolnej Polski.   

     Ważnym wydarzeniem wyczekiwanym przez Polaków po zakończeniu I wojny światowej był przyjazd światowej sławy  pianisty Ignacego Paderewskiego do Polski. Miał on  przyspieszyć proces organizacji państwa i nie dopuścić do rozprzestrzenia się nad Wisłą ruchu bolszewickiego.

     Od wybuchu rewolucji listopadowej w Niemczech w całych Prusach Zachodnich powstawały rady robotniczo-żołnierskie. Na Pomorzu  nastąpił  gwałtowny wybuch narodowych i politycznych aspiracji wśród ludności pomorskiej i  kaszubskiej, która pragnęła znaleźć się w granicach Polski.  Coraz więcej osób żywiło nadzieję, że Polska powstanie, choć miały  świadomość, że o Pomorze stoczyć przyjdzie ciężkie zmagania z Niemcami.  Impulsem tych nastrojów było przypłynięcie, 25 grudnia 1918 r., brytyjskiego okrętu, z Ignacym Paderewskim na pokładzie,   do Gdańska. 

Sytuacja w Gdańsku jak i innych miastach na Kaszubach była bardzo napięta. Ruchy niepodległościowe były zwalczane przez Grenzschutz (Niemiecka Straż Graniczna).  Tak było nie tylko w Gdańsku, ale i Kościerzynie, Czersku, Pucku,  a nawet  Chmielnie. W każdej większej miejscowości powołano polskie rady ludowe. Na czele Rady Ludowej w Gdańsku stanął dr Józef Wybicki, w Kartuzach zaś  mecenas Emil Sobiecki.  Nadzieję na powrót Pomorza dawało orędzie prezydenta USA Wilsona, wygłoszone do Kongresu 8 stycznia 1918 r..  Jego słynny 13. Punkt  głosił:

„Powinno być zbudowane niepodległe państwo polskie, które winno obejmować ziemie zamieszkałe przez ludność bezsprzecznie polską, mające zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza, a którego niezawisłość polityczna i gospodarcza oraz całość terytorialna  winna być zagwarantowana paktem międzynarodowym”.

Wśród polonii amerykańskiej, takie stanowisko ich prezydenta wywołało euforię. Niestety każdy kto czytał te zapisy, rozumiał je inaczej.  Ważnym jednak czynnikiem było, że ziemie zamieszkiwane przez Kaszubów miały nadmorski charakter, co powiązano z obietnicą dostępu do morza. Sprawę ostatecznie rozstrzygnięto na konferencji paryskiej. Komitet Narodowy Polski kierowany przez Romana Dmowskiego zabiegał, ale bezskutecznie o transport armii Hallera z Francji do Polski przez Gdańsk. Mimo to wciąż były żywe nadzieje na powrót całego Pomorza do Polski. Od listopada 1918 r.  roku wzmagała się na Pomorzu w tym także w powiecie kartuskim aktywność polskich organizacji paramilitarnych - Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Towarzystwa Wojackiego „Jedność”, towarzystw skautowych. Działały legalnie, ale nielegalnie gromadziły broń. 27 grudnia 1918 r. wybuchło powstanie wielkopolskie, zaś  30 grudnia tegoż roku  zawiązano Organizację Wojskową Pomorza OWP), której szefem został dr Franciszek Kręcki,  rodem z Borzestowa.  OWP była konspiracyjnym zrzeszeniem młodzieży i byłych żołnierzy Polaków o charakterze federacyjnym. Podzielona była na cztery okręgi. Okręg IV obejmował powiat pucki, wejherowski, kartuski, kościerski i okolice Brus. Organizacja  liczyła wg badaczy około 10.000 ludzi.  Lewica niepodległościowa, piłsudczycy, nie miała na Pomorzu większego oparcia, aczkolwiek udało jej się założyć placówki Polskiej Organizacji Wojskowej.  Być może pamiętano tu słowa Piłsudskiego wypowiedziane 9.11.1918 r. w twierdzy magdeburskiej  do hrabiego Henryka Kesslera, że nie będzie umierał za Poznań i Gdańsk[1].  Niemniej po wyjściu na wolność,  Piłsudski wysłał   do Gdańska  swego kompana Adama Dobrodzickiego z misją zdobycia informacji o sytuacji w tym mieście. Piłsudski uważał, że Polacy są za słabi, by w 1918 r. mogli rozpocząć wojnę z Niemcami. Sądził,  zresztą jak się okazało słusznie, że granica zachodnia Polski zostanie ustalona przez kongres pokojowy[2].  Kaszubi mieli ambiwalentny stosunek do Marszałka. Nie należy jednak sądzić, że nie żywili do niego sympatii. Dowodem na to jest chociażby  udanie się delegacji kaszubskiej  do Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego[3] z prośbą, aby przyjął nowo sformowany pułk kaszubski pod swą pieczę, co też uczynił.  Na Pomorzu jednak głównym aktorem wydarzeń związanych z odzyskaniem niepodległości stał się  gen. Józef Haller. Żaden inny wojskowy nie jest tak silnie obecny w zbiorowej pamięci Kaszubów jak właśnie on[4]. Zresztą koncepcję walki zbrojnej  opierano tu na „błękitnej armii” generała Józefa Hallera, mającej przybyć z Francji do Gdańska.  Jednak historyczną rolę  odegra ona  dopiero  na Pomorzu  w 1920 r. Przypomnijmy, że los armii gen. Hallera był w rękach wielkich mocarstw. Po wybuchu rewolucji lutowej w Rosji i przystąpieniu USA do I wojny światowej, rząd w Paryżu zdecydował o tworzeniu polskich oddziałów, które miały być wykorzystane do walki z Niemcami i Austro-Wegrami. Sformowane  były z ochotników polskich z USA, Kanady i Francji. Od koloru  umundurowania zaczęto nazywać je  „Błękitną Armią”.  Po uzgodnieniu wstępnym na konferencji w Paryżu sprawy polskiej - sojusznicy wyrazili zgodę na odesłanie do Polski  armii  Hallera.  Zwierzchnictwo polityczne nad nią uzyskał Komitet Narodowy Polski. Powróciła do ojczyzny  w kwietniu-czerwcu 1919 r. drogą lądową przez Niemcy. Składała się z sześciu trzypułkowych  dywizji, łącznie 70.000 niektóre źródła podają 80.000 ludzi.  Niestety Niemcy nie chcieli dopuścić do wyładunku oddziałów polskich w Gdańsku, gdyż mogło to grozić wybuchem powstania, któremu z odsieczą przyszłoby Wojsko Polskie. To starcie dyplomatyczne podczas konferencji w Wersalu zaważyło, że Kaszubi nie doczekali się wojsk Hallera. Był to zawód.  Tymczasem od połowy lutego 1919 roku do Gdańska zaczęły przypływać alianckie statki, które dostarczały amerykańską pomoc żywnościową dla terenów kontrolowanych przez Polskę, której ludność cierpiała głód. Był to ogromny sukces misji Paderewskiego. Realizm polityczny przywódców polskich spowodował, że nie podjęto na Pomorzu walki zbrojnej z Niemcami. Komisariat Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu stanowczo zakazał wszelkich wystąpień zbrojnych. Powstanie nie miało szans, gdyż siły niemieckie przeważały nad polskimi, zaś Błękitna Armia potrzebna była na wschodnich kresach Rzeczpospolitej. Los wielu ziem polskich, w tym Kaszub  ważył się w 1919 r.  na Konferencji Pokojowej w Wersalu, która rozpoczęła się 18 stycznia 1919 r.. Naczelna Rada Ludowa do Paryża wysłała: Antoniego Abrahama wówczas z Oliwy, Tomasza Rogali z Kościerzyny, Mieczysława Marchlewskiego z Grudziądza i Antoniego Miotka z Pucka. Skład ten został ustalony ostatecznie za sprawą Franciszka Kręckiego i przypuszczalnie  w konsultacji z Aleksandrem Majkowskim[5]. Wyprawa Kaszubów do Wersalu urosła przez dziesięciolecia do rangi legendy. Od początku Prusacy starali się nie dopuścić do przedostania się wymienionych osób  poza granice. Stąd do Paryża dotarł tylko Tomasz Rogala i Antoni Abraham. Ten ostatni  widział Pomorze jako część Polski z  Gdańskiem w roli głównej. O swoich ideach pisał  wcześniej w "Gazecie Gdańskiej", którą kolportował po regionie. Antoniego czytali Kaszubi z małych miejscowości, którym trudno było uwierzyć w odrodzenie Pomorza i Polski. Abraham zwracał się wprost do Kaszubów i ganił ich za bierność i brak edukacji.  Według legendy, Abraham miał uderzyć w stół pięścią przed angielskim premierem, żądając przyłączenia Kaszub do Polski.  28 czerwca 1919 roku na mocy Traktatu Wersalskiego część Pomorza miała powrócić po przeszło stu latach w granice Polski. Stolica województwa pomorskiego, niejako zastępczo znalazła się w Toruniu. Gdańsk stał się Wolnym Miastem w zdecydowanej większości pod wpływami niemieckimi.  62% powierzchni Prus Zachodnich, w tym prawie cały powiat kartuski znalazł się w graniach państwa polskiego. Z tej radości  9 lipca 1919 roku zorganizowano w Kartuzach wielki  wiec Polaków połączony z nabożeństwem, w czasie którego świętowano fakt powrotu Pomorza do Polski. Patriotyczne kazanie wygłosił ks. A. Sadowski z Wygody. Przemarsz Kaszubów na Rynek w Kartuzach był  wielką  manifestacją polskości i oczekiwań powrotu Polski na Kaszuby. A tak opisywał to wydarzenie ks. Kazimierz  Dąbrowski[6] w Monografii Chmielna:

W roku 1919, gdy jeszcze Niemcy nie ustąpili z Pomorza, wyruszył z Chmielna do Kartuz wielki orszak na wozach drabiniastych, ażeby wziąć udział w ogólnej manifestacji polskości w Kartuzach, gdzie jeszcze sprawowały władzę urzędy niemieckie, jak "landrat" itd. Wozy były umajone i pełne ludzi dorosłych i staruszków, którzy w rogatywkach biało-czerwonych na głowach, trzymali w ręku proporczyki o polskich barwach (...). Tak przyjechali do Kartuz. Tu uformował się olbrzymi pochód ludności polskiej ze wszystkich stron powiatu, który przeszedł głównymi ulicami miasta.

 Na manifestację tą wyruszyli także mieszkańcy Chmielna, aby solidaryzować się z społeczeństwem Kartuz. Kiedy Chmielanie przejeżdżali przez Garcz, stacjonujący tam Grenzschutz wywiesił na barakach żałobne flagi opuszczone do połowy masztu[7]. Po przybyciu do Kartuz uczestnicy orszaku dołączyli  do pochodu ludności polskiej zebranej z całego powiatu.  Po tej manifestacji kilka miesięcy później, w Chmielnie działacze społeczni nawoływali do zaprzestania płacenia podatków do urzędów niemieckich jak również domagali się nauki języka polskiego w szkołach. Gdy wieści te dotarły do władz niemieckich niemiecka straż graniczna pojawiła się we wsi. Żołnierze Grenzschutzu zajęli pobliskie drogi, a na cmentarzu ustawili 3 kulomioty skierowane w stronę plebani. Dokonywano wszędzie rewizji. Aresztowano dwóch głównych działaczy polskich, którym groziła kara śmierci za zdradę stanu. Dzięki  jednak szczególnej interwencji kogo? zostali zwolnieni[8]. Po dokonaniu aresztowań w końcu 1919 roku żołnierze Grenzschutzu powrócili do Garcza obserwując zachowanie ludności chmieleńskiej. Pomimo tego ludność chmieleńska   nie zaprzestała manifestować.

 Do ostatnich chwil niewoli pruskiej społeczność kaszubska była nękana różnymi aktami terroru, w wyniku których między innymi zginął z rąk Grenzschutzu Leon Rompski z Kłosówka[9]. Postanowienia wersalskie o włączenie terenów Kaszub do Polski wymagały jednak wielu przygotowań wojskowych, które podjęte zostały w końcu 1919 r. w Warszawie.  Faktu wątpliwości powrotu Pomorza,  dodawało  opóźnianie  ratyfikacji przez Niemcy traktatu wersalskiego. Jak wiemy nastąpiło to 10  stycznia 1920 r.  Kaszubi jako  ochotnicy  także z Organizacji Wojskowej Pomorza przedzierali  się przez kordony Grenzschutzu, aby zasilić szeregi powstańców wielkopolskich, zaś  w październiku 1919 roku – już po podpisaniu Traktatu Wersalskiego  -  armii polskiej.

Okazją ku temu był  formowany – 8.10.1919 r. -  w poznańskich koszarach grenadierów w Jeżycach Kaszubski Pułk Strzelców Pomorskich przemianowany później na 66  Kaszubski Pułk Piechoty. Dowódcą pułku został  por. Leon Kowalski.  15 stycznia 1920 r. pułk  wraz z Dywizją Strzelców Pomorskich   wyruszył z Poznania do Torunia, gdzie w dalszym ciągu się organizował. 

Po ratyfikacji w dniu 10 stycznia 1920 r. Traktu Wersalskiego przez Rzeszę Niemiecką,  rozpoczęło się przejmowanie dla Polski Pomorza i ziemi kaszubskiej  przez  wojska polskie Frontu Pomorskiego[10] pod dowództwem generała Józefa Hallera.   Generał J. Haller dysponował siłami przeznaczonymi do przejęcia Pomorza w siłach: 11. Dywizja Piechoty (dawna 2. Dywizja Strzelców Polskich gen. Hallera), 42. Pułk Strzelców Kresowych, 3. Pułk Strzelców Podhalańskich. Ściągnięto z Frontu Wołyńskiego 1. Pułk Ułanów Krechowieckich , a z Frontu Galicyjskiego 12. Pułk Ułanów, które wspólnie ze znajdującym się na miejscu 2. Pułkiem Szwoleżerów utworzyły 5. Brygadę Jazdy. Oprócz tych jednostek gen. Hallerowi podlegała Dywizja Pomorska organizowana na terenach zajętych przez wojska wielkopolskie w Inowrocławiu. Pierwotnie w planie było formowanie kadr tej dywizji, a żołnierze mieli być do niej wcielani w miarę wyzwalania Pomorza. Tymczasem napływ ochotników był tak duży, iż stworzono nie tylko kadry, ale pełną jednostkę bojową. 18 stycznia 1920 r. do Torunia – stolicy nowego województwa pomorskiego wkroczyły oddziały Pomorskiej Dywizji Strzelców, które  zaprezentowały się gen. Hallerowi podczas defilady zorganizowanej z okazji jego przyjazdu[11].  Wkroczenie Kaszubskiego Pułku Strzelców Pomorskich im. Komendanta Józefa Piłsudskiego do Torunia w dniu 18.01.1920 r. opisał  jeden z widzów tej defilady:    

Wreszcie defiluje pułk kaszubski, złożony z dzieci polskiego Pomorza. Zwarte szeregi, surowe twarze, nacechowane głębokiem skupieniem i dzielna ich postawa, wywołały silne wzruszenie wśród tłumów. Tłum faluje jak łan zboża, wichrem poruszany. Dziwne wzruszenie ogarnia wszystkich. Ludzie popychają się cisną, biegną naprzód. A oni maszerują tak zaciekle, że ziemia zdaje się krzyczeć pod stopami. Wiwat Kaszubi !  - padają huczne okrzyki.

 

Przejmowanie Pomorza odbywało się w  dwóch  fazach:

  1. zajęcie Torunia i terenu na wschód od Wisły, Grudziądza – 7 dni,
  2. zajęcie całego kraju przyznanego Polsce na zachód od Wisły aż do morza – 10 dni.

Północną część Pomorza (powiat kartuski, wejherowski i pucki) obejmowały  (przejmowały) oddziały jazdy -   1 Pułk Ułanów Krechowieckich. Zgodnie z planem już 31 stycznia Ułani Krechowieccy dotarli do południowej granicy przyszłego Wolnego Miasta Gdańska. Jako jazda przemieszczali się szybko od miasta do miasta. Przejmowanie powiatu kartuskiego trwało kilka dni,  2 lutego Ułani  Krechowieccy (wg  kroniki szkolnej)  – wkroczyli do Szymbarku. Do Kartuz  pułk wkroczył 8 lutego 1920 r.  Wkraczających żołnierzy na rynku kartuskim powitał w imieniu mieszkańców starosta kartuski Emil Sobiecki. W tym dniu zakończył się pruski zabór trwający prawie 148 lat.  Źródła mówią o witaniu wojsk polskich z ogromną radością. Wyglądało to pięknie i uroczyście. Dla uczczenia tego wydarzenia jedna z głównych ulic w Kartuzach  do dziś nosi imię   gen. Józefa Hallera (przy tej ulicy mieści się Urząd Miasta). Z okazji tych wydarzeń  kartuska poetka Teodora Kropidłowska napisała wiersz Żyj nam, Polsko! Żyj nam, dostojny nasz Jenerale!. Przejmowanie na początku lutego 1920 r. przez wojsko polskie  powiatu kartuskiego  głęboko zapisało się w tradycji i pamięci Kaszubów. Na łamach Gazety Gdańskiej (nr 35 z 1920 r.) tak relacjonowano wydarzenia mające miejsce w ówczesnej jeszcze wsi Kartuzach 8 lutego 1920 r.

 

W sobotę  po południu wkroczyły wojska nasze do Kartuz. Po przybyciu na stację pociągu pancernego “Hallerczyk”, wjechał brygadier Suszyński na czele ułanów i szwoleżerów do miasta. Ludność witała wszystkie oddziały wojska z zapałem. Część przemaszerowała wśród tłumu ludu i delegacji na nową linię demarkacyjną. Pozostałe wojska powitał starosta Sobiecki, ksiądz proboszcz Hoffmann z Chmielna i przewodniczący Rady Ludowej Maciejewski. W odpowiedzi na powitanie zaznaczył brygadier Suszyński, że zapewnienia odchodzącego Grenzschutzu (Niemiecka Straż Graniczna)     nie sprawdzą się nigdy. Grenzschutz   nie powróci, albowiem armia polska nie pozwoli odebrać sobie ani piędzi ziemi. Wieczorem uczczono wkraczające wojska iluminacją i przedstawieniem w Karthauzer Hof.

Ks. Kazimierz  Dąbrowski w  monografii Chmielno  napisał zaś:

(...) Pamiętny i radosny był dzień 8 lutego 1920 r. dla mieszkańców Kartuz, stanowiąc przełomową i historyczną chwilę w dziejach tego miasta i powiatu. Na mocy traktatu wersalskiego wojsko polskie objęło w swe posiadanie Ziemię Kaszubską, wkraczając do Kartuz w niedzielę 8 lutego 1920 roku. Pierwszy pułk ułanów krechowieckich przybył do miasta około godziny 12 – tej w południe od strony Ręboszewa, witany wszędzie owacyjnie przez ludność kaszubską. Panujący wówczas dotkliwy mróz nie zraził publiczności, która tłumnie wyległa na ulicę. Entuzjazm i radość nieopisana zapanowała w sercach każdego Polaka-Kaszuby. Toteż uroczysty akt powitania  wojska polskiego na rynku wypadł okazale. Wśród serdecznego nastroju powitał wojsko polskie w imieniu społeczeństwa ówczesny starosta kartuski mecenas Sobiecki. Po tych uroczystościach na rynku część pułku zakwaterowała się w Kartuzach i okolicy, sztab pułku w Żukowie.

8 lutego 1920 roku była niedziela. Wojsko polskie szło od strony Torunia na północ, zaś we wszystkich miastach i miasteczka w tym Kartuzach i Żukowie  budowane były bramy powitalne. Wieczorem - część 1 Pułku Ułanów Krechowieckich im. płk. Bolesława Mościckiego -  pod dowództwem płk. Feliksa Dziewickiego wkroczyła  do Żukowa. Sztab pułku znalazł pomieszczenie w plebanii, gościnnie przyjęty przez proboszcza ks. Laffonta.  W rejonie Żukowa 1 Pułk Ułanów Krechowieckich pozostawał do 28 marca, pełniąc służbę na granicy z Wolnym Miastem Gdańskiem[12].Wojsko polskie nie ciągnęło za sobą jakiś taborów, gdyż mieli się szybko przemieszczać. Prowiant dla żołnierzy  miały już przygotowane organizacje polskie w oparciu o plany OWP.  Po wkroczeniu wojsk polskich ujawniała się OWP, która miała zinwentaryzowane obiekty  publiczne i zabezpieczyła mienie publiczne  przed wywózką do Niemiec. Następował rozwój  oddziałów kaszubskiego pułku piechoty, do którego wstępowali nadal ochotnicy. Na miejscu formował się pułk kaszubski i zabezpieczał tym samym teren. W Kartuzach nie było jakiś specjalnych koszar, wiec po rozwinięciu  pułk na wiosnę przenosił się do porządnych koszar,  które były w Chełmnie lub też ruszali na front wschodni. Ułani Krechowieccy z Kartuz wyruszyli  jedni jak wspomniano powyżej do  Żukowa  drudzy drogą Sianowo, Szemud podążali do Pucka na zaślubiny.

1 Pułk Ułanów Krechowieckich  był  we wszystkich miejscowościach powiatu kartuskiego  owacyjnie witany.  Na ich cześć budowano bramy powitalne, dekorowano domy i ulice, odprawiano nabożeństwa, organizowano zabawy, śpiewano pieśni, tworzono też okolicznościową poezję. W scenariuszu powitania  nie zabrakło  pokazowej musztry wojskowej, licznych przemów, a zwłaszcza oficjalnego przekazania władzy lokalnej wyznaczonym osobom. Wydarzenia te odnotowała  prasa pomorska. 10 lutego 1920 roku wziął udział w akcie zaślubin Polski  z morzem w Pucku, (w Bałtyku został zanurzony sztandar pułku)[13].  10 lutego, „błękitna armia” zakończyła przejmowanie Pomorza we władanie Polski, zaś sam generał Haller dokonał w Pucku symbolicznych zaślubin z morzem.

Natomiast (...) Następne dni lutego – jak pisał w swych „Pamiętnikach” gen. J. Haller – wykorzystałem do objazdu całego Pomorza, a więc miejscowość: Działdowo, Lidzbark, Brodnica, Wąbrzeźno, Grudziądz, Gniew, Tczew, Kościerzyna i Kartuzy, a wreszcie tucholską puszczą przez Chojnice, Koronowo, Nakło zajechałem do Bydgoszczy, którą zajęły już wojska Dowbora – Muśnickiego (...).

Z  okazji zaślubin Polski z Bałtykiem w Pucku odprawiona została msza święta, podczas której ks. Józef Wrycza wygłosił pamiętną homilię, nazwaną później Manifestem Kaszubów.

I choć fale germanizmu groźne biły i zalaniem ziemiom kaszubskim zagrażały, Kaszuba stał twardy i niewzruszony, jak ona - skała na morzu. Zawładnąć sobą nie dał, ducha polskiego w swej checzy kaszubskiej pielęgnował, pomimo wszelkich wysiłków nauczycieli germanizatorów, a nieraz i księży. Tem samem ziemie i morze kaszubskie dla Polski zachował- mówił w Pucku ks. Wrycza.

Pobyt generała Hallera utrwalił na obrazie Henryk Kotowski. Jest to wizja artystyczna.  Należy jednak nadmienić, że Hallera wraz z wojskiem w Kartuzach nie było.  Generał Józef Haller był w Kartuzach 3 razy.  Pierwszy raz – jak podał w swym pamiętniku w lutym 1920 r. po zaślubinach Polski z morzem w Pucku (często błędnie podaje się 11 lutego). Drugi raz przybył do Kartuz w 1922 r. -  16 października z okazji otwarcia i poświęcenia Drukarni Polskiej, Szpitala Powiatowego i Sierocińca. Trzeci raz przybył do Kartuz w dniu 14 sierpnia 1927 r. z okazji odsłonięcia i poświęcenia Figury Matki  Boskiej Królowej Korony Polskiej w Parku Miejskim. Kaszubi darzą szczególną estymą  gen. Józefa Hallera. Dowodem  na to są chociażby nadane jego imieniem ulice i parki.

 Niestety samo wojsko Hallera nie przetrwało  w pamięci Kaszubów najlepiej. A to dlatego, że Wojsko Polskie, które było tak  owacyjne witane na Kaszubach, nie zachowywało się jak należy.  O tym co działo się na Pomorzu po wkroczeniu wojsk gen. Józefa Hallera świadczy chociażby   „Sprawozdanie Sejmowej Komisji Pomorskiej z 1920 roku”.  Na czele komisji stał ks. Feliks Bolt, świetnie znający tereny kaszubskie.  Opis sytuacji i nastrojów na Pomorzu jest dramatyczny. Niestety Wojsko Polskie traktowało ludność kaszubską jak podbitą. Rekwizycje, samowola wojskowa, nadużycia natury obyczajowej  spowodowały nieufność i urazę Kaszubów do wojska i wszystkiego co polskie.   Ponadto na Pomorze przybyła fala urzędników nierozumiejących spraw kaszubskich, traktujących ten region i Kaszubów jako ludzi drugiej kategorii. Stąd też na ośmiu  starostów kartuskich tylko jeden był Kaszubą.
Reforma walutowa -  zrównanie  marki polskiej z niemiecką, choć realna siła nabywcza polskiej, była cztery razy niższa - zrujnowała  doszczętnie ludność Pomorza. Polacy przybyli z głębi Polski wykupowali też  wszystkie artykuły pierwszej potrzeby co spowodowało pauperyzację Kaszubów. W wyniku przyłączenia do Polski słabiej rozwijających się ziem byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego, Pomorze w dużym stopniu płaciło koszty scalenia i budowy nowego organizmu gospodarczego. Dodatkową okolicznością uznawaną przez Kaszubów jako przejaw niesprawiedliwości, było ograniczanie ich udziału w przeprowadzanej reformie rolnej i budowie Gdyni. Ziemię jak i pracę rezerwowano dla Polaków z bardziej przeludnionych i słabo rozwiniętych regionów. Niemniej dla Kartuz rozpoczął się okres najdynamiczniejszego rozwoju w dziejach tej miejscowości, który przerwała II wojna światowa.  Wśród pozytywnych aspektów można wymienić elektryfikację a co za tym idzie    modernizację  elektrowni w Rutkach.

Powiat kartuski liczył wówczas: miasto Kartuzy - 352,6 ha i 3.717 mieszkańców, 117 gmin wiejskich - 99 531,3 ha  i 56.895 mieszkańców, 36 obszarów dworskich - 37 112,6 ha i 6.395 mieszkańców, razem 154 jednostki administracyjne o powierzchni 138.015,8 ha z 67.oo7 mieszkańcami oraz Jezioro Raduńskie o powierzchni 1 019,3 ha.

Starostą kartuskim  w latach 1922 - 1923 był  major Wojska Polskiego Leon Kowalski. Na jego to prośbę przybył z Wejherowa do Kartuz w 1922 r. Jan Bieliński celem utworzenia drukarni i lokalnej „Gazety Kartuskiej”. Znaczenie Kartuz w regionie wzrosło po uzyskaniu praw miejskich.  W dniu 29 marca 1923 r. Premier RP i Minister Spraw Wewnętrznych generał Władysław Sikorski podpisał Rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie zaliczenia gminy Kartuzy w poczet miast. Natomiast dekretem Ministra Spraw Wewnętrznych Władysława Kiernika z dnia 10 lipca 1923 r. Kartuzy otrzymały herb opracowany i zaprojektowany przez dr A. Majkowskiego – wybitnego działacza kaszubskiego. W okresie międzywojennym Kartuzy stanowiły centrum turystyczne Szwajcarii Kaszubskiej. W mieście funkcjonowało 5 hoteli dysponujących 180  miejscami noclegowymi. W dniach 27 -  29 kwietnia 1923 r. przebywał w Kartuzach Prezydent RP Stanisław Wojciechowski. W wygłoszonej w mieście mowie Prezydent Wojciechowski podkreślił wielkie znaczenie Kaszub dla Polski. Powiat kartuski odgrywał istotną rolę pod względem politycznym i ekonomicznym. Był obszarem, który graniczył od wschodu z Wolnym Miastem Gdańsk, od zachodu zaś z państwem niemieckim.  Miał strategiczne znaczenie dla Drugiej Rzeczypospolitej Polskiej. Był ostoją polskości, łączył tereny Polski południowej i centralnej z polskim skrawkiem Morza Bałtyckiego odzyskanego w 1920 r.

Powiat kartuski był specyficznym obszarem, który dzielił naszych przodków z rodziną, z sąsiadami od wschodu granicą z Wolnym Miastem Gdańsk zaś z zachodu granicą niemiecką. Ponadto miał dla Drugiej Rzeczypospolitej strategiczne znaczenie. Był terenem nadgranicznym i ostoją polskości łączącym tereny Polski południowej i centralnej z polskim skrawkiem Morza Bałtyckiego odzyskanego w 1920 r. Prezydent  II RP, Stanisław Wojciechowski  odwiedził ponownie Kartuzy   w 1924 r. zaś  Prezydent Ignacy Mościcki uczestniczył  w odsłonięciu figury Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej w Parku Miejskim w Kartuzach w 1927 r. W okresie międzywojennym Kartuzy były także prężnym ośrodkiem ruchu kaszubskiego. W 1929 r. z inicjatywy Jana Trepczyka i Aleksandra Labudy, za poparciem Aleksandra Majkowskiego, powołano w Kartuzach Zrzeszenie Regionalne Kaszubów. Podczas zjazdu organizacyjnego tj. 18 sierpnia 1929 r. po raz pierwszy wywieszono flagi kaszubskie. W 1938 r. w Kartuzach nastąpiło poświęcenie sztandaru warszawskiej Korporacji Cassubia. W wydarzeniu tym wziął udział dr Franciszek Kręcki.

 

(oprac. Barbara Kąkol)

 

Bibliografia:

 

Józef Borzyszkowski,  Polski ruch narodowy w powiecie kartuskim w II połowie XIX i początkach XX wieku, , wydano z inicjatywy Rady Narodowej Miasta i Gminy Kartuzy, brak roku wydania 

Józef Borzyszkowski, Historia Kaszubów, Gdańsk 2014

Antoni Czubiński, Historia Polski XX wieku, Poznań 2000

Dzieje Żukowa pod red. Błażeja Śliwińskiego, Żukowo 2003

Pomerania, miesięcznik społeczno-kulturalny, nr 3 marzec 2018

Pomerania miesięcznik społeczno-kulturalny, numery 1, styczeń 2019, nr 10 październik 2019, nr 12 grudzień 2019

Księga pamiątkowa dziesięciolecia Pomorza 1920 – 1930, Toruń 1930, s. 32. Zarys historii wojennej pułków polskich 1918-1920. 66 Kaszubski Pułk Piechoty imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1929

Zarys Historji wojennej 63-go Toruńskiego Pułku Piechoty opracował kapitan Aleksander Tomaszewski, Warszawa 1929

Mieczysław Wojciechowski, Powrót pomorza do Polski  1918-1920, Warszawa-Poznań -  Toruń  1981

 

 [1] Za: Ł. Grzędzicki, Burzliwy schyłek 1918 w Gdańsku i misja Paderewskiego, „Pomerania”, styczeń 2019, s.8

[2]  Uroczystego aktu podpisania traktatu wersalskiego przeprowadzono 28 czerwca 1919 r. w Wersalu. W imieniu Polski podpisali  go Paderewski i Dmowski. Miał on duże znaczenie dla Polski, ponieważ ustalał zachodnią granicę państwa. Wprawdzie była ona mniej korzystna niż przewidywał  projekt Komisji Cambona, niemniej traktat sankcjonował sukcesy powstania wielkopolskiego, przyznając Polsce prawie całą Wielkopolskę, część Pomorza gdańskiego z 70 km pasem wybrzeża morskiego, prawy brzeg Wisły w okręgu kwidzyńskim, traktat przewidywał plebiscyty na Górnym Śląsku, Warmii i Mazurach. Obszar Gdańska stał się Wolnym Miastem Gdańsk.  Por. Antoni Czubiński, Historia Polski XX wieku, Poznań 2000, s. 112

[3] Księga pamiątkowa dziesięciolecia Pomorza 1920 – 1930, Toruń 1930, s. 32. Zob. też: Zarys historii wojennej pułków polskich 1918-1920. 66 Kaszubski Pułk Piechoty imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1929

[4] Ł. Grzędzicki, Dlaczego Haller nie przypłynął z błękitną armią, „Pomerania”, marzec 2018, s. 13

[5] A. Busler, Antoni Abraham – Król Kaszubów https://czec.pl/pl/n/tag/Antoni-Abraham (dostęp: 10.01.2020)

[6] ks.  Kazimierz Dąbrowski był   profesorem  Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W 1931 podjął studia historyczne na Uniwersytecie Poznańskim (w 1935 uzyskał magisterium na podstawie pracy Monografia Chmielna). Po studiach pracował jako nauczyciel historii w gimnazjum w Kartuzach. W 1937 rozpoczął studia teologiczne w seminarium w Pelplinie, które przerwał po wybuchu wojny. Był więziony, później wcielony do armii niemieckiej; przedostał się na Zachód i od 1944 służył w Wojsku Polskim. W styczniu 1945 wznowił studia teologiczne w St. Joseph's College Upholland w Wigan. Do Polski powrócił w lutym 1947 r.,  29 czerwca tegoż roku przyjął w Pelplinie święcenia kapłańskie. Zmarł w 1987 r., pochowany w Pelplinie.  W badaniach naukowych zajmował się przede wszystkim tematyką kaszubską, dziejami kościelnymi Pomorza Nadwiślańskiego (i diecezji chełmińskiej) oraz biografistyką duchowieństwa diecezji chełmińskiej.

[7] B. Grzędzicki, Chmielno. Wiadomości  o środowisku wsi, Gdańsk 1980, s.52

[8] Tamże, s. 53

[9] J. Borzyszkowski,  Polski ruch narodowy w powiecie kartuskim w II połowie XIX i początkach XX wieku, , wydano z inicjatywy Rady Narodowej Miasta i Gminy Kartuzy, brak roku wydania 

[10] Front Pomorski był to związek operacyjny Wojska Polskiego utworzony 19 października 1919 w celu odzyskania Pomorza Wschodniego.

[11] http://www.kaszubi.pl/artykuly/index/id/34

[12] A. Romanow, Dzieje Żukowa w latach 1818-1920 (w) Dzieje Żukowa pod red. Błażeja Śliwińskiego, Żukowo 2003, s. 172

[13] Zarys historii wojennej 1 Pułku Ułanów Krechowieckich, opracował Aleksander Wojciechowski, Warszawa 1929

Kamień upamiętniający pobyt króla Prus Fryderyka IV w Kartuzach

 

Przy ulicy  Wzgórze Wolności, naprzeciw starego katolickiego cmentarza, kartuskie Stowarzyszenie Wojaków ustawiło w sierpniu 1904 r. kamień upamiętniający pobyt króla Prus Fryderyka IV w dniu 6.08.1851 r. Obok granitowego głazu rosły  dąb i lipa. Na znajdującej się na głazie tabliczce widniał napis: ,,6 VIII 1851 r. przebywał tu król Wilhelm IV”[1]. W tym samym roku król Prus Fryderyk Wilhelm IV  wmurował  kamień węgielny pod  budowę Mostu Tczewskiego.

       

Kamień ten jest niemym świadkiem skomplikowanych  dziejów Kaszub w tym powiatu kartuskiego. W wyniku  I rozbioru  Polski (1772 r.)  ziemia kartuska znalazła się w zaborze pruskim. Niosło to wiele zmian wprowadzanych  ustawodawstwem pruskim.

W początkach  XIX wieku w wyniku pruskiej reformy administracyjnej przeprowadzonej po wojnach napoleońskich w latach 1815-1819 Kartuzy stały się powiatem. Należy  zauważyć pozytywne aspekty  reform pruskich jak uwłaszczenie chłopów, obowiązkowe nauczanie dzieci, które zlikwidowało zjawisko analfabetyzmu, lecz zarazem przyczyniło się do zniemczania miejscowej ludności. 

W 1886 r. Kartuzy  otrzymały połączenia kolejowe z Pruszczem Gdańskim, Kościerzyną (1901), Lęborkiem (1905), a szosowe z Gdańskiem i Słupskiem (1845-62), z Bytowem (1866-72) z Przodkowem (1880).  Niemcy dokonali istotnego przeobrażenia przestrzennego osady. Wytyczono centrum pod przyszłe miasto – rynek, plac pomnikowy i przyległe do nich ulice. Wybudowano szereg budynków użyteczności publicznej i domów mieszkalnych.    W mieście działała drukarnia Otto Ehlersa, apteka Daniela Christa, hotele Engelmanna, Berenta, Patschula, Bergmanna, Witstocka.  O ziemi kartuskiej pisało wielu niemieckich pisarzy. Wilhelm Schwandt urodzony w Pucku  jest autorem  przewodnika  Karthaus und die Karthäuser Schweiz  wydanego w  1913 r.   W Kartuzach osiadł także ród Meissnerów przybyły z  Meklemburgii, który się spolonizował. 

Kaszubi, w większości wywodzący się z warstwy chłopskiej, w swojej walce o zachowanie tożsamości musieli stawiać opór doskonale zorganizowanemu państwu pruskiemu później Rzeszy wilhelmińskiej. Polityka władz pruskich – Kulturkampf  skierowana przeciw ludności polskiej, jak zauważył Aleksander Majkowski pchnęła Kaszubów ku polskości: Wszak nikt inny nie pchnął Kaszubów do opozycji przez rozszerzenie polityki antypolskiej na Kaszuby jak oni [Prusacy][2].  Z tego też powodu z całą bezwzględnością rząd pruski rozpoczął zwalczanie polskości na Pomorzu Gdańskim. Zamykano szkoły,  wywłaszczano chłopów, prześladowano inteligencję, a organizatorów polskich towarzystw kulturalnych wtrącano do więzień.

  Powiat kartuski należał do tych rejonów, w których pruska polityka kolonizacyjna święciła sukcesy. Parcelacja ziemi przeprowadzona przez komisję odbywała się wśród małorolnych i bezrolnych chłopów kaszubskich[3]. Dalsze zakazy wprowadzono w 1872 r. zabraniając Kaszubom używania języka polskiego również przy nauce religii z wyjątkiem pierwszej klasy, a w 1876 r. zniesiono wszelkie przepisy ustawowe i zwyczajowe.         W 1905 r. zamknięto polskie szkoły, a w istniejących zabroniono dzieciom mówić po polsku, zmuszając je do nauki niemieckiego. W stosunku do ich ojców stosowano terror poprzez wydalanie ich z pracy, bicie i więzienie. Stąd też latem 1906 r. wybuchł na Pomorzu ogólny strajk szkolny, w którym brało udział ponad 40 tys. dzieci. W lipcu chłopi kaszubscy z okolic Goręczyna w powiecie kartuskim wystąpili w obronie polskich szkół i języka polskiego.  30 września 1906 r.  także w Pelplinie odbył się wielki wiec protestacyjny, a w listopadzie strajk objął niemalże wszystkie szkoły pomorskie. Mimo terroru policyjnego i represji władz pruskich wobec rodziców, strajk szkolny trwał 8 miesięcy[4].

Wydarzenia te, podobnie jak rosnąca rywalizacja ekonomiczna powodowały dysonanse społeczne między Kaszubami a Niemcami. 

           

  Istotne  dla władz kartuskich stały się także zagadnienia rozwoju urbanizacyjnego. Służyły temu celowi podejmowane w powiecie i na terenie Kartuz inicjatywy budowlane, m.in. budowa nowej szkoły, rzeźni,  rozbudowa kartuskich wodociągów[7].   Ich przebieg zakłócił i spowolnił wybuch I wojny światowej w dniu  28 lipca 1914 roku.

I wojna światowa ożywiła nadzieje Kaszubów na szybki powrót powiatu kartuskiego do Polski. Wpłynęła też zasadniczo na zmianę stosunków ludnościowych w całym powiecie kartuskim. Rozporządzeniem cywilnych i wojskowych władz prowincji -  działalność polskich stowarzyszeń została w wielu wypadkach zabroniona. Na osłabienie polskiego życia narodowego wpłynął fakt powołania wielu Kaszubów do wojska niemieckiego[8]. W latach wojny czynnikami integrującymi społeczność polską w powiecie były organizowane akcje charytatywne. W 1916 roku w Kartuzach, na rzecz poszkodowanych wojną rodaków w Królestwie Prus zebrano 187 marek[9]. Wzmożenie aktywności polskiej w Kartuzach nastąpiło dopiero w 1918 roku w wyniku zawartego rozejmu Niemiec z państwami koalicji.  Do końca  I wojny światowej  dominującą pozycję na tym terenie posiadała ludność niemiecka. W 1918 roku na wzór państwa niemieckiego,  w Kartuzach powstała Rada Robotniczo – Żołnierska, która uporała się z przedstawicielami powiatowych oraz miejskich władz pruskich. Należy pamiętać,  ze rady żołnierskie nie postulowały haseł odbudowy państwa polskiego. Bliskie im były idee samostanowienia. Natomiast to  powstające Rady Ludowe,  deklarowały  chęć przynależności do państwa polskiego. Los wielu ziem polskich, w tym Pomorza (Kaszub)  ważył się w 1919 r.  na Konferencji Pokojowej w Wersalu, która rozpoczęła się 18 stycznia 1919 r.. Naczelna Rada Ludowa do Paryża wysłała: Antoniego Abrahama wówczas z Oliwy, Tomasza Rogalę z Kościerzyny, Mieczysława Marchlewskiego z Grudziądza i Antoniego Miotka z Pucka. Skład ten został ustalony ostatecznie za sprawą Franciszka Kręckiego i przypuszczalnie  w konsultacji z Aleksandrem Majkowskim. Wyprawa Kaszubów do Wersalu urosła przez dziesięciolecia do rangi legendy. Od początku Prusacy starali się nie dopuścić do przedostania się wymienionych osób  poza granice. Stąd do Paryża dotarł tylko Tomasz Rogala i Antoni Abraham. Ten ostatni  widział Pomorze jako część Polski z  Gdańskiem w roli głównej.

 Aleksander  Majkowski natomiast podjął próbę organizowania polskich oddziałów zbrojnych do walki o wyzwolenie Pomorza. Zmuszony do zaniechania powstania zbrojnego ( zagrożona była granica wschodnia Polski i wszystkie siły wysłane były na front wojny polsko-rosyjskiej) na Kaszubach złożył urząd prezesa Rady Ludowej[10].

Przejmowanie tych ziem przez administrację polską następowało w początkach 1920 roku, co podyktowane zostało Traktatem Wersalskim podpisanym w dniu 28 czerwca 1919 r.. Postanowienia wersalskie o włączenie terenów Kaszub do Polski wymagały jednak wielu przygotowań wojskowych, które podjęte zostały w końcu 1919 r. w Warszawie.  Na mocy Traktatu Wersalskiego część Pomorza miała powrócić po przeszło stu latach w granice Polski. Stolica województwa pomorskiego, niejako zastępczo znalazła się w Toruniu. Gdańsk stał się Wolnym Miastem w zdecydowanej większości pod wpływami niemieckimi.  62% powierzchni Prus Zachodnich, w tym prawie cały powiat kartuski znalazł się w graniach państwa polskiego.

 Po ratyfikacji w dniu 10 stycznia 1920 r. Traktu Wersalskiego przez Rzeszę Niemiecką,  rozpoczęło się przejmowanie dla Polski Pomorza i ziemi kaszubskiej  przez  wojska polskie Frontu Pomorskiego pod dowództwem generała Józefa Hallera.

Na mocy podpisanego w dniu 29 czerwca 1919 roku Traktatu Wersalskiego cały teren powiatu kartuskiego został przejęty przez powstałe w 1918 r. państwo polskie.

 8 lutego 1920 roku do Kartuz wkroczyło wojsko polskie – 1 Pułk Ułanów Krechowieckich. W tym dniu zakończył się pruski zabór trwający blisko 148 lat.  Koniec I wojny światowej był początkiem zasadniczej zmiany stosunków ludnościowych w powiecie kartuskim.  Spowodował on także ewolucję w kontaktach i relacjach między Polakami a Niemcami.  Wielu z nich wyjechało do Niemiec. Zachowanym  śladem po bytności  kartuskich Niemców jest kościół ewangelicki w Rynku dzisiejszy kościół św. Kazimierza,  a  także okoliczne nekropolie m.in. w Szymbarku, Kameli, Kolonii, Hopowie, Somoninie.    W 1848 r. Niemcy stanowili 33,4 % ogółu mieszkańców Kartuz, zaś w 1910 r. już 49,9%.

 W okresie międzywojennym, w miejscu gdzie stał kamień założono nowy cmentarz katolicki, a głaz  przeniesiono do ogrodu przy pastorówce  w Rynku w Kartuzach. Kamień ten przekazali sobie proboszcz katolicki ks. Leon Połomski oraz pastor kościoła ewangelickiego Werner Müller. Ich przyjaźń  wystawiona została na niejedną próbę,  zwłaszcza  w czasie II wojny światowej.

Gdy więc ks. Połomski trafił do obozu koncentracyjnego w Stutthofie niemiecki pastor Müller poszedł osobiście do kierownika NSDAP w Kartuzach Fritza Gutjahra prosząc o ratowanie swego polskiego przyjaciela. Jednak jego wstawiennictwo nie było skuteczne.  Ks. L. Połomski w Stutthofie był już tylko numerem  9981. W trackie wykonywania ciężkich prac  został ciężko pobity i zmarł  5 sierpnia 1940 r..

 

Kamień był znowu niemym obserwatorem  okrutnych działań eksterminacyjnych.  Polska ludność zamieszkująca teren Kaszub została poddana represjom. Niektórzy zginęli w czasie licznych egzekucji, inni w obozach koncentracyjnych. 

Na polskich terenach znajdowało się 167 miejsc, w których często  siły niemieckiej policji, SS i  Selbstschutzu dokonywały zbiorowych mordów na obywatelach państwa polskiego. Z tego najwięcej, bo aż 69, w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, w skład którego wchodził powiat kartuski. W ostatnim czasie w wyniku prowadzonych badań naukowych pojawiło się nowe pojęcie historyczne: Zbrodnia Pomorska 1939. Termin ten został stworzony w celu całościowego określenia eksterminacji ludności cywilnej w ponad 400 miejscowościach przedwojennego województwa pomorskiego w tym w powiecie kartuskim.  Tak zwana „krwawa jesień” trwała od września 1939 do stycznia 1940 roku.

Specjalne grupy policji bezpieczeństwa, na podstawie list proskrypcyjnych przygotowanych przed wojną, rozstrzeliwały kaszubską inteligencję, aktywistów politycznych i społecznych, przedstawicieli świata kultury oraz duchowieństwo. Częstym miejscem dokonywania egzekucji były kaszubskie lasy: okolice Piaśnicy, Szpęgawska, Kalisk, Borowa, Szadego Buku, Szymbarka, Sarniego Dworu w pobliżu Egiertowa czy też Kartuz. Masowe aresztowania nastąpiły już na początku września 1939 roku. Główną rolę w eksterminacji  ludności pomorskiej odegrali namiestnik Okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie Albert Forster i jego administracja terenowa, których celem było zniemczenie Pomorza.

Już z początkiem września 1939 r. w Kartuzach rozpoczęły się masowe aresztowania. Jako pierwszych ujęto dwudziestu członków Polskiego Związku Zachodniego, których wskazali Niemcy z miejscowego Selbstschutzu. Pierwsza publiczna egzekucja w Kartuzach została wykonana przez gestapowców na sześciu osobach 14 września 1939 roku w lasku w pobliżu Wzgórza Wolności.  Zginęli z rąk oprawców: Leon Cichosz, Robert Gransicki, Nikodem Klucz (naczelnik stacji PKP), Leon Litwin, Jan Majewski (pracownik sądu), Paweł Nacel i niektóre źródła podają Stanisława Estkowskiego -   jest to  błąd.

Na mocy dekretu Hitlera z 8 października 1939 roku zachodnie i północne ziemie polskie, w tym Kaszuby, zostały inkorporowane do III Rzeszy. Należy jednak pamiętać, że wszedł on w życie 26 października 1939 r., kiedy akcja eksterminacyjna już się rozpoczęła. Zbrodni dokonano w pierwszych czterech miesiącach okupacji.  Obok obozu w Stutthofie największym miejscem zbrodni hitlerowskiej stał się Las Piaśnicki położony miedzy Wejherowem a Krokową, w którym są groby kilkunastu tysięcy Kaszubów i Polaków z północnej części tej ziemi. W powiecie kartuskim największym miejscem kaźni stał się las kaliski koło Kartuz.   27  października 1939 roku, Niemcy rozstrzelali tam 136 mieszkańców ziemi kartuskiej, w tym 82 przywiezionych z więzienia w Kartuzach. W tym samym czasie  gestapo przewiozło do lasu kaliskiego zwłoki zamordowanych ponad 48 Polaków z obozu w Borowie[5]. W późniejszym czasie stwierdzono niżej obecność drugiego masowego grobu ze szczątkami 50 osób rozstrzelanych przez hitlerowców w roku 1944. Ekshumowane ciała przeniesiono na cmentarz komunalny w Kartuzach.   25 listopada Niemcy dokonali w tym miejscu kolejnej  masowej  egzekucji,  w której zginęło najwięcej księży z  powiatu kartuskiego.     27  października Niemcy aresztowali  ks. Arasmusa z Kiełpina.  Aresztowanego konwojowali Oskar Knorr, Alber Fritz Schulz oraz Hans Braun, a na miejsce egzekucji przybyli również esesman Adolf Plichta z Egiertowa i Hans Hardtke, właściciel cegielni w Starkowej Hucie. Jakże inne postawy od postawy Alberta Hoene, który przez cztery tygodnie w swoim dworku ukrywał księdza.

 

 ***

    

W 2020 r. kamień upamiętniający pobyt Fryderyka IV na Kaszubach,  przekazał do zbiorów Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach ks. proboszcz parafii pw. św. Kazimierza w Kartuzach dr Ryszard Różycki. W miejscu po pamiątkowej tabliczce, po której  pozostał  ślad umieszczono nową z tą samą  treścią z 1904 r.. Zaprojektował i ją wykonał prof. Jan Szczypka.

 

 

Jest jeszcze jeden kamień granitowy w Kartuzach bardzo podobny do tego, który do 2020 r. znajdował się przy kościele św. Kazimierza w Kartuzach. Według relacji (spisanej prawdopodobnie przez Jerzego Cisłaka) ś.p. Henryka Miotka w latach siedemdziesiątych zarysowała się możliwość  upamiętnienia zamordowanych  kolejarzy kartuskich. Wówczas powstał Komitet Budowy Obelisku. Patronat nad tym Komitetem i całą budową  objął ówczesny dyrektor Rejonowej DKP w Gdyni  Dominik Adamek. Dokumentacja obelisku została opracowana społecznie przez Komitet Miejsko-Gminny Stronnictwa Demokratycznego wg wskazówek dr Henryka Kotowskiego. Z pomocą kolejarzom przyszły kartuskie zakłady: Rejon Eksploatacji Dróg Publicznych, Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej oraz Oddział w Kartuzach Zjednoczonych Zakładów VERITAS. Wszystkie prace przy wykonaniu obelisku oraz uporządkowaniu okolicznego terenu wykonali społecznie kolejarze kartuscy  oraz ich koledzy ze stacji Gdynia Główna Osobowa. Obelisk wykonany jest z granitu szwedzkiego. Do Kartuz sprowadzili go Niemcy w końcu XIX lub początku XX wieku w celu upamiętnienia miejsca, gdzie wg podania miał odpoczywać i rozbić swój obóz jeden z ich cesarzy.  Gdy to wzgórze zamieniono w późniejszym czasie na cmentarz, obelisk ten zlikwidowano. Gdy szukano materiału na pomnik, odnalazł go ówczesny zawiadowca stacji Henryk Miotk, na posesji pani Osipow przy Rynku. Nie jest  to jednak ten sam  kamień znajdujący się pierwotnie przy ulicy Wzgórze Wolności[11]. Wynika z tego, że były dwa kamienie bardzo podobne do siebie, jeden u Pani Osipow, drugi w podwórzu  kościoła św. Kazimierza. Pani Osipow, przekazała kamień  na budujący się pomnik upamiętniający zamordowanych kolejarzy. Akt erekcyjny odczytał i wmurował dr Henryk Kotowski. W trakcie realizacji pamiątkowego obelisku,  inicjatorów spotkał cios ze strony ówczesnych władz, które nie wyraziły zgody na umieszczenie nazwisk pomordowanych kolejarzy. Ostatecznie powstał pomnik wysokości 1,6 m.  umocowany na płaskim podejściu z płytek marmurowych. Na obelisku przymocowana jest tablica z blachy mosiężnej  o wymiarach 60 x 70 cm, z napisem z liter tłoczonych o następującej treści: „W hołdzie kolejarzom kartuskim pomordowanym i poległym w walce z faszyzmem w latach 1939-1945”.  Pamiątkowy obelisk znajduje się  przy ul. Kolejowej przy  dworcu  integracyjnym  w Kartuzach.

 

(oprac. Barbara Kąkol)

 

[1] Roman Apolinary Regliński, Kartuzy i Szwajcaria Kaszubska na starych fotografiach i widokówkach, Gdynia 1999, s. 17. Zob. też N. Maczulis, Kartuzy z dziejów miasta i powiatu, Kartuzy 1998, s.39. Por. R. Ciemiński, Album Kartuski, Gdańsk 1991,  s. 31

[2] Aleksander Majkowski, Wybory do sejmu Rzeszy niemieckiej w roku 1912 na kaszubskim Pomorzu, „Gryf” 1912, nr 5 , s. 141

[3] J. Borzyszkowski, Polski ruch narodowy w powiecie kartuskim w II połowie XIX i początkach XX wieku, Kartuzy,  s. 9

[4] J. Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1972, ss. 297-301.

[5] W. Heidn, Die Geschichte des Kreises Karthaus (Vom Ende der Ordensherrschaft 1466-1945), Hamburg 1971, ss.49-54

[6] D. Dolatowski, Kartuzy. Zarys dziejów gminy od czasów najdawniejszych do 1939 roku, Kartuzy 2018, ss. 177-180

[7] A. Romanow, Kartuzy stolicą powiatu (w) Dzieje Kartuz, t.1., s. 271

[8] A. Romanow, Warunki życia  (w:)  Dzieje Kartuz, t.1, s. 317

[9] Tamże, s. 317

[10]A. Bukowski, Regionalizm kaszubski. Ruch naukowy, literacki i kulturalny. Zarys monografii historycznej, Poznań 1950, s. 275.

[11] W kilku publikacjach potwierdza się informacja, że kamień upamiętniający pobyt króla pruskiego znajdował się przy kościele ewangelickim w Kartuzach – obecny kościół św. Kazimierza  w Kartuzach. Kamień ten na moją prośbę przekazał do zbiorów muzeum ks. dr. Ryszard Różycki

 

 

Powiat kartuski pod okupacją hitlerowską – II wojna światowa – pociąg opancerzony Kartuzy – Kaliska

 Początek września na Kaszubach jest czasem, w którym częściej niż zwykle wraca się do wydarzeń związanych z II Wojną Światową na tym terenie. Jest to okres zadumy nad losem mieszkańców, którzy cierpieli w wyniku walk i okrutnego reżimu hitlerowskiego.

1 września 1939 roku powiat kartuski został zaatakowany przez siły niemieckie z dwóch kierunków: z zachodu przez granicę niemiecką i od wschodu przez granicę gdańską1. Na tereny Pomorza Gdańskiego natarła IV armia Wehrmachtu pod dowództwem generała Güntera v. Kluge. Z jej składu wydzielona została 207 dywizja piechoty generała Karla von Tiedemanna, której zamiarem było połączyć się z oddziałami gdańskiej Landespolizei dowodzonej przez generała Friedricha Eberhardta atakującej z terenów wschodnich.

 Zadanie obrony obszaru powiatu kartuskiego, sztab Lądowej Obrony Wybrzeża powierzył IV Kartuskiemu Batalionowi Obrony Narodowej. Jego dowódcą został kpt. Marian Mordawski, adiutantem por. rez. Bernard Hennig2, oficerem gospodarczym ppor. rez. Stanisław Biernacki a lekarzem por. rez. lek. med. Edmund Mroczkiewicz3. Batalionem dowodził do 5 września kpt Marian Mordawski, od 6 do 17 września 1939 r. mjr Stanisław Hochfeld, zaś od 17 do 19 września 1939 r. kpt Roman Wasilewski. W skład batalionu wchodziły trzy kompanie, które mobilizowały się w Chmielnie, Kartuzach i Żukowie. Kompanię kpt. Wasilewskiego broniącą rejonu Kartuz wspierał pluton zwiadu, pluton ciężkich karabinów maszynowych ppor. Szczęsnego i jedno działko przeciwpancerne, którego celowniczym był Michał Flisykowski ze Sławek4. Druga kompania dowodzona przez kapitana Michała Pikułę działała w rejonie Żukowa, trzecia natomiast, dowodzona przez kpt Stanisława Grajskiego broniła Chmielna. Działania wojenne rozpoczęły się atakiem na teren chroniony przez komisariat Straży Granicznej w Sulęczynie, na który uderzył 322 pułk piechoty wchodzący w skład 207 dywizji gen. Tiedemanna5. Na wschodnim odcinku frontu od Owczarni do Egiertowa atakował 2 pułk gdańskiej Landespolizei, który w rejonie Żukowa wyparł 2 kompanię IV batalionu. Kartuski batalion, bronił się jeszcze w rejonie Somonina i Ręboszewa mając wsparcie w załodze pociągu opancerzonego. Przeważające siły wroga zmusiły kpt Mordawskiego do podjęcia rozkazu o opuszczeniu Kartuz i udaniu się w okolice Kamienia.

Należy zaznaczyć, że istniały dwa pociągi broniące rejonu Kartuz i okolic. Poza tym jeszcze do niedawna mylnie nazywano pociąg opancerzony kursujący na linii Kartuzy – Żukowo – Somonino jako „Smok Kaszubski”.

 „Smok Kaszubski” był to pociąg pancerny dowodzony przez kpt. mar. Jerzego Błeszyńskiego. Wyruszył z Gdyni w kierunku Wejherowa do dyspozycji ppłk. Kazimierza Pruszkowskiego, dowódcy OW Wejherowo. Parowóz obsługiwali gdyńscy kolejarze oraz podoficerowie i marynarze z byłej kompanii obsługi portu6. W Kartuzach natomiast kursował improwizowany pociąg opancerzony podzielony na dwa działony, które działały jako dwa oddzielne składy.

 Zawiadowcą stacji kolejowej w Kartuzach był Jan Żmijewski, który polecił załodze, aby z dniem wybuchu II wojny światowej pozostała na swoich stanowiskach i podporządkowała się władzom wojskowym. Wspólnymi siłami kolejarzy i żołnierzy obudowano lokomotywę pociągu grubą blachą, tworząc prowizoryczne opancerzenie, a przyłączony do niej wagon towarowy, tzw. węglarkę, osłonięto po bokach skrzynkami z piaskiem. Zamontowano również armatkę małego kalibru. Kierownikiem tego pociągu, zwanego „Smokiem”, został Józef Stoltmann, kartuski kolejarz, a maszynistą inny mieszkaniec Kartuz – Bernard Walentowski. Dowodził por. Matuszak, a osłanianiem pociągu zajęła się drużyna kaprala Jana Białki z Somonina. 2 września załoga pociągu ruszyła na zwiad w kierunku Żukowa. Na trasie kolejarze wraz z kilkunastoma żołnierzami natknęli się na zerwany wiadukt kolejowy, który zmusił ich do przerwania misji i do powrotu do Kartuz. W trakcie odwrotu natknęli się na patrol gdańskiej Landespolizei, jednak nie doszło do żadnego starcia.

 3 września rankiem pociąg wraz w plutonem kolejarzy i junaków udał się do Żukowa gdzie dokonano kontrnatarcia na wroga posiadającego liczebną przewagę. Udało się kartuskiemu pociągowi wyprzeć siły gdańskie z elektrowni Rutki i z Żukowa. Pociąg nie mógł jednak zostać i dalej bronić tych miejscowości ze względu na zbyt małe siły i plan dowódcy baonu kpt. Mordawskiego, który wysłał go na odcinek od strony Somonina. Tamtejsza linia obrony była zagrożona, znajdowały się tam już oddziały Wehrmachtu, potrzebna była, więc pomoc pociągu i jego załogi. W lesie somonińskim doszło do starcia z niemieckim oddziałem, w którym uczestniczyli również słabo uzbrojeni chłopi z Somonina i okolic. Walka trwała około półtorej godziny, zakończyło ją przybycie posiłków Wehrmachtu od strony Kościerzyny. „Smok” wycofał się z powrotem do Kartuz7. Należy przypuszczać, że był to drugi pociąg opancerzony (pociąg nr 2).

 Kiedy miasto zostało otoczone przez pododdziały 207 dywizji piechoty i gdańskie jednostki Landespolizei kolejarze postanowili opuścić miasto, udając się pieszo w stronę Gdyni lub Wejherowa. Wśród nich byli m.in. Józef Stoltman, Jan Pieprzyk, Leon Kuchta, Teofil Bieszk, Jan Żmijewski. Pociąg został przejęty przez wroga po zdobyciu przez Niemców miasta. Tyle Norbert Maczulis.

 Istnieją przekazy, że istniał drugi pociąg artyleryjski w Kartuzach, kierowany przez Waleriana Littwitz oraz maszynistów Jana Janik i Jana Benkowskiego, jednak nie jest to potwierdzone, a sprzeczne informacje mogą wynikać z faktu, że obsada kolejarska pociągu zmieniała się. Wiadomo, że kierownikami pociągu byli Teofil Bieszk, który poległ 9 lub 10 września 1939 r. na trasie Gdynia-Wejherowo, a także Jan Kamieński8.

 27 sierpnia do Kartuz przyjechał z Gdyni oddział por. Budzyńskiego i por. Rupp, który miał obsadzić dwa pociągi pancerne w rejonie miasta. Oddział podzielono na dwie części, dowódcą pierwszego pociągu został por. Budzyński a drugiego por. Rupp. Pociąg nr 1 miał operować na trasie Kartuzy – Żukowo Wschodnie – Stara Piła, pociągowi nr 2 przeznaczono operowanie wzdłuż linii kolejowej Kartuzy – Somonino.

 1 września pociągi, których uzbrojenie artyleryjskie składało się z okrętowych dział francuskich o kalibrze 75 mm, rozpoczęły akcję ogniową. Pociąg nr 1 od 1 do 4 września napotykał małe oddziały nieprzyjaciela na odcinku Żukowo Wschodnie – Stara Piła, które ostrzeliwały pociąg. Akcja pociągu nr 1 trwała do wieczora 4 września. Relacje z jego działań znamy ze wspomnień kan. Teodora Brandtego, zamkowego pociągu.

 4 września pociąg nr 2 na trasie Kartuzy – Somonino znalazł się pod ostrzałem nieprzyjaciela, na pomoc ruszył mu pociąg nr 1, jednak ze względu na położenie pociągu nr 2 w wąwozie zaniechano odpowiedzi ogniem. Wieczorem tego dnia, w czasie odwrotu Kaszubskiego Batalionu ON, dowódcy obu pociągów opuścili je, zdemontowali działa, załadowali amunicję na auto ciężarowe i wraz z batalionem rozpoczęli odwrót na północ. Działalność tych pociągów pozwoliła na uruchomienie 6 września baterii w Dębogórzu, która dzięki dostarczeniu granatów przez załogi pociągów była gotowa do akcji już na początku kampanii wrześniowej.

Ostatecznie jednostka (IV Batalion) została rozbita 18 września, dzień przed kapitulacją Oksywia. Ostatnie walki batalion stoczył koło tzw. Młyna Kaima na terenie Kosakowa. Po zajęciu Pomorza Niemcy przystąpili do tworzenia nowej administracji.

Po zajęciu obszaru powiatu kartuskiego przez wojska Wermachtu Niemcy zaczęli tworzyć nową administrację. Na obszarze Pomorza Gdańskiego ( w tym powiatu kartuskiego) będącego terenem działań wojennych 3 i 4 armii, szefem zarządu cywilnego mianowany został Albert Forster9.

Do jego zadań należało powołanie administracji powiatowej (Landratów i urzędników niższego szczebla), rozwiązanie polskich instytucji, organizacji i stowarzyszeń oraz konfiskata polskiego mienia10. Forsterowi zostało powierzone stanowisko landrata w powiecie chojnickim, kartuskim i kościerskim11. 5 września Albert Foster mianował swego pomocnika dla powiatu kartuskiego w osobie Herberta Buscha, który został szefem okupacyjnym administrac12. Obowiązki komisarycznego burmistrza powierzono Heinrichowi Lau, Borken został szefem żandarmerii13.

 Oficjalne urzędowanie rozpoczął Herbert Bush 7 września w budynku polskiego starostwa. 10 września Forster miał obsadzone swoimi ludźmi wszystkie podległe mu powiaty, toteż tego dnia rozpoczął objazd podbitego Pomorza odbywając pierwszą podróż do Kartuz14. Herbert Bush posiadał szerokie uprawnienia w zakresie władzy politycznej, cywilnej, ekonomicznej oraz narodowościowej. Gorliwie wypełniał wszelkie polecenia swych zwierzchników. Pierwsze zarządzenia Buscha dotyczyły złożenia broni przez mieszkańców Kartuz oraz bezwzględnego ich podporządkowania się nakazom nowych władz. Poza tym wprowadzono godzinę policyjną i nakazywano w ciągu 24 godzin zmienić nazwy polskie na niemieckie.

 Bush przystąpił również do tworzenia w powiecie struktur nowej administracji niemieckiej przez ustanowienie tymczasowych obwodów urzędowych ( Amtsbezire) i gminnych oraz mianowanie komisarycznych zarządców obwodowych ( Amtsbezirksleiter) i wójtów w gminach ( Amtsvorsteher). Obowiązki komisarycznego zarządcy w gminie Kartuzy powierzył Kurtowi Gutjahrowi15.

 8 października 1939 roku Hitler wydał dekret o strukturze i administracji wschodnich terenów, który miał obowiązywać od 1 listopada, ale ostatecznie wszedł w życie 26 października 1939 r. oraz zarządzenie z 12 października 1939 r. o administracji okupowanych polskich obszarów16Na mocy dekretu z 8 października zachodnie i północne ziemie polskie wcielone zostały do Trzeciej Rzeszy. Dekret ten stanowił także o utworzeniu Okręgu Rzeszy Prusy Zachodnie, którego nazwę zmieniono 2 listopada na Okręg Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie ( Reichsgau Danzig- Westpreussen)17.

W skład tego okręgu wchodziła rejencja gdańska, bydgoska i kwidzyńska. Rejencje dzieliły się na powiaty miejskie i wiejskie oraz obwody urzędowe i gminne. Powiat kartuski ( Landkreis Karthaus) należał do rejencji gdańskiej. Na czele okręgu stał namiestnik Rzeszy, którym został dotychczasowy szef administracji cywilnej Forster. Wraz z wejściem w życie dekretu Hitlera zniesiona została administracja wojskowa, a władzę przejęła administracja cywilna. Landrat kartuski podlegał bezpośrednio prezydentowi rejencji. Kierował on całą administracją powiatową. Landrat był równocześnie kierownikiem powiatowego samorządu. Poszczególne sprawy były zgrupowane w tak zwane referaty. Na czele gmin tak miejskich jak i wiejskich stali komisaryczni zarządcy ( Amtskommisare). Nowa niemiecka struktura organizacyjna powiatu kartuskiego została ustanowiona obwieszczeniem namiestnika okręgu z 24 października 1940 roku. Powiat podzielono na 13 obwodów urzędowych i 121 gmin18Miasto Kartuzy tworzyło samodzielny obwód urzędowy. Status gminy miejskiej z nadania administracji niemieckiej uzyskały Kartuzy 1 kwietnia 1942 roku19. W związku z tym ustąpił burmistrz komisaryczny Lau, a na jego miejsce powołany został Philipp Hübner, który zasłynął z prowadzenia zbrodniczej polityki wobec ludności miejscowej20. Ostatni przedwojenny burmistrz Kartuz- Feliks Lewiński został aresztowany i osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, a następnie w Gusen. Jego zastępca, drogerzysta Feliks Wieczorek został zamordowany przez hitlerowców jesienią 1939 r. w Lesie Kaliskim k. Kartuz. Powołana także została niemiecka rada miejska, która rozpoczęła urzędowanie 15 czerwca 1942 roku. Ogromną rolę na każdym szczeblu administracji spełniała władza partyjna. W powiecie przystąpiono do tworzenia struktur Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej NSDAP. Na szczeblu powiatu kierownikiem NSDAP był Kreisleiter, który był także często Landratem. W powiecie kartuskim na czele NSDAP stał starosta H. Bush21. Do połowy 1941 roku prawie wszyscy Kreisleiterzy ( kierownicy powiatowi NSDAP) byli równocześnie Landratami. Istniała, więc w pełni zależność między stanowiskiem partyjnym a państwowym. Po 1941 roku starano się te dwie funkcje rozdzielić. Jak uważa J. Szyling wiązało się to prawdopodobnie z wprowadzeniem niemieckiej listy narodowościowej, która obciążyła administrację nowymi zadaniami. Niemniej pod koniec 1943 r. tylko w sześciu powiatach w tym w powiecie kartuskim istniała unia personalna między stanowiskiem Landrata i Kreisleitera22.

 NSDAP rozmieszczona była w większych miejscowościach powiatu. Najwięcej kół NSDAP powstało w Egiertowie. Zarządowi NSDAP w Kartuzach podlegało 11 kół: w Baninie, Bytowie, Pępowie, Kokoszkach, Czeczewie, Klukowie, Matarni, Tuchomiu, Warznie i Rębiechowie23Członkami kół miejscowych NSDAP byli z reguły miejscowi Niemcy oraz wojskowi i napływowi urzędnicy niemieccy. Na terenach inkorporowanych do Rzeszy istotnym organem administracji była również policja.

 W ślad za oddziałami wojskowymi posuwały się grupy operacyjne policji bezpieczeństwa ( Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei) oraz tajnej policji państwowej ( Geheime Staatsera polizei – Gestapo). Policji kryminalnej ( Kriminalpolizeri- Kripo), policji ochronnej (Schutzpolizei) i żandamerii ( Gendermerie)24. Tajna policja państwowa i policja kryminalna tworzyły tak zwaną policję bezpieczeństwa (Sipo).

 Głównym ich zadaniem była pacyfikacja zajętego obszaru, gdyż tworzone były przed agresją zbrojną na Polskę. Istniała ścisła współpraca inspektorów policji porządkowej oraz policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa z władzami administracyjnymi powiatu25. Landraci i burmistrzowie, jako zwykłe władze policyjne otrzymywali polecenia służbowe od inspektora policji bezpieczeństwa i SD oraz od inspektora policji porządkowej. Na szczególną uwagę zasługuję ścisła współpraca tajnej policji państwowej ( Gestapo) z władzami administracji państwowej. Na terenie miasta i powiatu kartuskiego znana była zbrodnicza działalność grupy operacyjnej zorganizowanej na polecenie szefa policji bezpieczeństwa Einsatzkommando 16 pod dowództwem szefa gestapo w Gdańsku R. Trögera oraz oddziału SS- Wachsturmbann „ Eichmann” ( złożonego z członków policji gdańskiej)26.

 Istotny udział w zbrodniach dokonywanych na Pomorzu i terenie powiatu kartuskiego miała organizacja paramilitarna Selbstschutz ( Samoobrona) zorganizowana na osobiste polecenie Himmlera przez Ludolfa von Alvenslebena27.

 Na terenie powiatu kartuskiego w organizacji tej działali miejscowi Niemcy i volksdeutsche. Działalność ich trwała do końca 1939 roku, kiedy to zastąpiono je organizowanymi przez starostwo stałymi placówkami policyjnymi. W miastach liczących powyżej 5 tysięcy mieszkańców, między innymi w Kartuzach działała policja porządkowa i ochronna gmin28Policję porządkową w Kartuzach dowodził Freytag. Natomiast ochronę obszaru powierzono żandarmerii29. Wzajemne stosunki pomiędzy funkcjonariuszami policji ochronnej i żandarmerii w Kartuzach nie układały się najlepiej. Sprawami budownictwa w powiecie zajmował się Powiatowy Urząd Budowlany kierowany przez Frankego. Ściśle z nim powiązany był Urząd Katastralny, na czele, którego stał Motz30Po wkroczeniu do Kartuz Niemcy zmilitaryzowali i poddali nadzorowi administracyjno- policyjnemu kolej oraz straż pożarną. Kartuska kolej została włączona do rejonowej Dyrekcji Kolei Rzeszy w Gdańsku. W miejsce straży pożarnej powołano straż zawodową. Zmiany nastąpiły także w sądownictwie i lecznictwie. W 1939 r. gdański Sąd Krajowy ( Landgericht) mianował radcę Schliepera do kierowania działalnością Sądu Okręgowego (Amtsgerich) w Kartuzach31.Lecznictwo w Kartuzach dla ludności cywilnej było w złym położeniu. Szpital powiatowy spełniał rolę lecznicy wojskowej, zaś leczeniem ludności cywilnej zajmował się Powiatowy Urząd Zdrowia, kierowany przez doktora Tauporna32Funkcje kierownicze w aparacie administracyjnym, partyjnym i policyjnym sprawowali Niemcy sprowadzani z Rzeszy i Wolnego Miasta Gdańska. Niższe natomiast funkcje jak na przykład Amtskommissara powierzano volksdeutschom.

***

 Na całym Pomorzu wzmógł się terror i bezlitosna eksterminacja społeczeństwa polskiego, mniejszości etnicznych i religijnych. Tak zwana „krwawa jesień”, trwała od września 1939 roku do stycznia 1940 roku.

 Specjalne grupy policji i bezpieczeństwa w oparciu o listy proskrypcyjne przygotowane przed wojną rozstrzeliwały polską inteligencję, aktywistów politycznych, społecznych, świat kultury, duchowieństwo itp. Częstym miejscem dokonywania egzekucji były kaszubskie lasy: okolice Piaśnicy, Kalisk, Borowa, Szadego Buku w pobliżu Egiertowa czy też Kartuz. Masowe aresztowania nastąpiły już na początku września 1939 r. Objęły 4 tys. mieszkańców Kartuz i powiatu kartuskiego. Jako pierwszych ujęto dwudziestu członków Polskiego Związku Zachodniego, których wskazali Niemcy z miejscowego Selbstschutzu33.

 Pierwsza publiczna egzekucja w Kartuzach została wykonana przez gestapowców na sześciu osobach 14 września 1939 roku w lasku w pobliżu Wzgórza Wolności. Zginęli z rąk oprawców: Leon Cichosz, Robert Gransicki, Nikodem Klucz (naczelnik stacji PKP), Leon Litwin, Jan Majewski (pracownik sądu), Paweł Nacel. Wyroki na bezbronnych ludziach wykonywały niemieckie, paramilitarne oddziały samoobrony Selbstschutz. Ludzie z tych bojówek dobrze znali swoich przedwojennych sąsiadów, często wykorzystywali swoją nową władzę do uregulowania porachunków z Polakami.

Obok obozu w Stutthofie największym miejscem zbrodni hitlerowskiej stał się Las Piaśnicki położony miedzy Wejherowem a Krokową, w którym są groby kilkunastu tysięcy Kaszubów i Polaków z północnej części tej ziemi. W powiecie kartuskim największym miejscem kaźni stał się las kaliski koło Kartuz. 27 października 1939 roku, Niemcy rozstrzelali tam 136 mieszkańców ziemi kartuskiej, w tym 82 przywiezionych z więzienia w Kartuzach34Nie należy zapominać, że wiele Kaszubów ginęło w bardziej odległych regionach kraju, w tym w różnego rodzaju obozach. Jednym z nich był obóz dla internowanych w Borowie. Założono go w Kartuzach, tuż po zajęciu miasta przez 207 dywizję Wermachtu gen. Karla von Tiedemanna 4 września 1939 roku. Mieścił się w budynkach przy ul. Przy Wodociągach. Umieszczono w nich osoby cywilne i wojskowe z Kartuz i okolic. Obóz przemieszczono do Borowa między 15 a 20 września. Ulokowano go w byłym obozie Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego, nazywanego „Stanicą Harcerską” a następnie rozbudowano o kolejne baraki, ogrodzenie i punkty obserwacyjne dla strażników.

 Los, jaki czekał osadzonych był różnorodny. W związku z tym, że większość z nich stanowili polscy wojskowi, pracownicy policji i służb granicznych poddawano ich przesłuchiwaniom, które prowadziła Abwehra, policja bezpieczeństwa i Selbstschutz.

Więźniów zmuszano także do pracy w okolicznych gospodarstwach. Decyzją władz placówki internowane osoby były zwalniane, zabijane lub przekierowywane do innych obozów, między innymi w Stutthofie, czy też do Dzierżążna, gdzie ostatecznie przeniesiono obóz z Borowa. We wrześniu 1939r. utworzono także nadzorowany przez Wermacht obóz przejściowy przeznaczony dla jeńców wojennych w Garczynie. Mieścił się w byłym obozie Przysposobienia Wojskowego i Związku Harcerstwa Polskiego. Jak sama nazwa wskazuje, przetrzymywano w nim jeńców wojennych oraz ponadto byłych członków Przysposobienia Wojskowego. Obóz funkcjonował do końca września. Wtedy część jeńców rozlokowano w innych placówkach, część wywieziono do pracy, a część zwolniono35. Największym obozem tego typu na Pomorzu był Stutthof, od 7 stycznia 1942 roku funkcjonujący już, jako obóz koncentracyjny. Utworzono go już 2 września 1939 roku, a do jego rozbudowy zmuszono pierwszych więźniów. Należeli do nich mieszkańcy Pomorza Gdańskiego, w tym Kaszubi, aresztowani w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku 36. Do obozu trafiali Kaszubi walczący w ruchu oporu, duchowni, a od 1942r. także Ci, którzy odmówili wpisu na Niemiecką Listę Narodowościową. 22 lutego 1942 roku, Albert Forster, namiestnik Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie wydał rozporządzenie, w którym nakazywał wpisywanie się na Niemiecką Listę Narodową. Znalazło się tam także i zdanie, że kto do marca tego roku nie podpisze takiej listy, uznany będzie za wroga III Rzeszy…

 Proces rozpoczął się już w 1939 roku, kiedy Himmler, Komisarz ds. Umacniania Niemczyzny nakazał dokonać spisów ludności, także na Pomorzu. Później specjalnym zarządzeniem wprowadzono Volksliste (DVL), niemiecką listę narodowościową. Pierwsze przepisy wyszły w marcu 1941 roku – na mocy, których ludność niemiecka została podzielona na cztery grupy. Do pierwszej zaliczano osoby narodowości niemieckiej, w skład drugiej miano włączyć osoby zachowujące zwyczaje i język niemiecki. Wpisani na listę I i II grupy narodowej uznani zostali za obywateli państwa niemieckiego. Trzecia grupa niemieckiej listy narodowej obejmowała trzy kategorie osób. Czwartą grupę niemieckiej listy narodowej objęto osoby manifestujące swoją przynależność do narodu polskiego. Położenie prawne tej ostatnie grupy, były znacznie gorsze. Mieli bardzo ograniczone prawa wynikające z przynależności do państwa niemieckiego, natomiast te same obowiązki, co osoby należące do I i II grupy. Na Pomorzu – w przeciwieństwie do Generalnego Gubernatorstwa – wpis na nią był przymusowy. Za odmowę podpisania DVL groziło osadzenie w obozie koncentracyjnym lub przesiedleńczym. Kaszubów zapisywano do III i IV grupy, przez co zmuszani oni byli do służby w Wehrmachcie. W przypadku dezercji konsekwencje – na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej – wyciągano wobec całego oddziału, z którego pochodził zbieg, natomiast jego rodzinę wywożono do obozu koncentracyjnego. Pomimo tych kar Kaszubi masowo dezerterowali z wojska niemieckiego. W 1944 r. stanowili oni znaczną część II Korpusu gen. Andersa. Jednak w większości Kaszubów służyło do końca wojny w niemieckim wojsku nie mając szans ucieczki. Do 1944 roku zapisało się od 937 tys. do 950 tys. osób, co stanowiło ponad 54,5 procent mieszkańców Pomorza. To dużo, ale trzeba pamiętać, że na Śląsku zapisało się około 90 procent ludzi.

Atmosfera ogólnego zagrożenia, zastraszenia i przymusu spowodowała, iż akcja wpisywania się na niemiecką listę nasiliła się w lipcu 1942 roku37. Psychozie uległy głównie kobiety. Stały strach o najbliższych, tysiące przykładów wymordowania z najbliższego otoczenia, bezustanne wyrzucanie z mieszkań, nędza żywnościowa, a także przymus sprawiły , iż decydowano się na wpisanie do III i IV grupy listy narodowej. Z tych też powodów w Kartuzach na te listy wpisano w 1943 r. ogółem 2 556 osób38.Kaszubi, którzy podpisali listę narodowościową musieli zgłaszać się do Urzędu Pracy (Arbeitsamt). Znajdowali zatrudnienie w wielkich majątkach ziemskich, fabrykach, przy robotach ziemnych. Urzędy, służba zdrowia obsadzane były niemieckimi specjalistami często sprowadzanymi z Niemiec. O codziennym życiu w Kartuzach dowiadujemy się ze wspomnień Else Pintus, która mieszkała na ulicy Parkowej w Kartuzach później zaś ukrywała się w Chmielnie.

 Wspomnienia wojenne zapisał także Aleksander Konkol, więzień obozu Sttuthof, Bronisław i Marta Kąkolowie z Kczewa nie podpisali DVL. Zostali wraz z dziećmi wywiezieni do obozu pracy w Potulicach, który został tam założony w 1941 roku w dawnych zabudowaniach pałacowo-parkowych.

 

 

 

Pociąg ze zdjęcia stoi na torze stacyjnym, na którym wjeżdżały pociągi z Starej Piły. Drugi pociąg obok na torze prowadzącym z Somonina. Zdjęcie zrobione od strony nastawni Ky

 

***

 

Kaszubi broniący Poczty Polskiej w Gdańsku

 Wśród pracowników gdańskiej Poczty Polskiej, którzy bronili jej budynku podczas niemieckiego ataku znajdowali się także Kaszubi. Część z pocztowców rozstrzelano zaraz po wyjściu z budynku, pomimo trzymanej przez nich białej flagi. Część zabito 5 października 1939r. na Zaspie. To wśród nich zginęło dwóch Kaszubów: Alfons Flisykowski pełniący funkcję podreferendarza oraz Franciszek Mionskowski będący st. pocztylionem.

 

Teofil Bieszk, jeden z bohaterów kolejarskiej obrony Kartuz. Poległ 9 lub 10 września 1939 r. na trasie Gdynia-Wejherowo.

 

 

 

 

 

Bernard Walentowski – maszynista pociągu pancernego dowodzonego przez por. Matuszaka. Zdjęcie wykonano po wojnie.

 

oprac. Barbara Kąkol

 

 

 

1 B. Hajduk, Kartuzy i powiat w latach 1939-1945. W: Dzieje Kartuz, t.2, pod red. M. Widernika, Kartuzy 2001, s.157

 

2 Bernard Hennig był nauczycielem z Kartuz. Został bestialsko zamordowany w Piaśnicy niedaleko Wejherowa

 

3 Informacje o obronie Kartuz zaczerpnięto z pozycji: Kartuzy 1939. Wspomnienia, oprac. N. Maczulis, Kartuzy 2009. Zob. też Dzieje Kartuz. T.II pod red. M. Widernika, Kartuzy 2001, s. 156

 

4 Michał Flisykowski był bratem obrońcy Poczty Polskiej w Gdańsku Alfonsa Flisykowksiego bestialsko zamordowanego 5października 1939 roku na Gdańskiej Zaspie.

 

5207 Dywizja Piechoty powstała w 1937 r. Była w tzw. II rzucie i miała zadanie obrony granicy z Polską. Stacjonowała w Wałczu i Szczecinku. W dniach 25- 26 sierpnia 1939 r. przeorganizowana została na tzw. jednostkę ruchomą. Po dwudniowej mobilizacji stała się typową dywizją bojową. 207 dywizja piechoty Landwehry dowodzona była przez gen. Karla von Tiedemanna, pod względem operacyjnym została podporządkowana Grenzschutz – Abschnitts – Komando 1 (GAK 1) gen. lotnictwa Leonarda von Kaupischa. Komando to z kolei podlegało dowódcy 4 Armii gen. Güntherowi von Kluge. 207 Dywizja Piechoty po kampanii na polskim wybrzeżu leczyła rany w Westfalii. W czerwcu 1940 brała udział w walkach w Holandii następnie we Francji. Od lipca 1940 r do czerwca 1941 r. stacjonowała na Pomorzu.

 

 

6 M.Adamkowciz, Odtworzą kaszubski „cuch”, „Tygodnik Kartuzy”, z dn. 25.11.2011 r.

 

7 Kartuzy 1939.Wspomnienia, oprac. N. Maczulis, Kartuzy 2009, s.22

 

8 http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/477727,kartuzy-pociag-smok-kaszubski-i-zapomniana-historia-z-1939-r,id,t.html

 

9 Tamże,s.157

 

10 W. Jastrzębski, J. Szyling, Okupacja hitlerowska na Pomorzu Gdańskim w latach 1939-1945, Gdańsk 1979, s.49

 

11Tamże, s.49

 

12 B. Hajduk, Kartuzy i powiat..., s.157

 

13 Tamże, s.157

 

14 Tamże, s.157

 

15Tamże, s.158

 

16 E. Jędrzejowski, System hitlerowskiej administracji na ziemiach polskich włączonych do Trzeciej Rzeszy ( 1939- 1945), ,,Studia nad faszyzmem i zbrodniami hitlerowskimi w Polsce”, t.1, 1974, s.87

 

17 W . Jastrzębski, J. Szyling, Okupacja Hitlerowska na Pomorzu....., s.51

 

18 B. Hajduk, op.cit., s.158

 

19 Tamże, s.159

 

20 N. Maczulis, Kartuzy z dziejów miasta i powiatu, Kartuzy 1998, s.36

 

21 K. Ciechanowsko, Ruch oporu na Pomorzu Gdańskim..., s.30

 

22 W. Jastrzębski, J. Szyling, Okupacja hitlerowska...,s.59

 

23 B. Hajduk, Kartuzy...., s.160

 

24 W. Jastrzębski, J. Szyling, Okupacja hitlerowska...,s.61

 

25 E. Jędrzejowski, System hitlerowskiej administracji..., s.106

 

26 B. Hajduk, Kartuzy...., s.161

 

27 W. Jastrzębski, J. Szyling, Okupacja hitlerowska....,s.64

 

28 Tamże, 68

 

29 B. Hajduk, Kartuzy..., s.161

 

30 Tamże, 161

 

31Tamże, 163

 

32 Tamże, 163

 

33 M.Wardzyńska, Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Warszawa 2009, s. 107

 

34 Ostrożnie rzecz biorąc, szacuje się że na Pomorzu zginęło w okresie 1939 – 1940 r. 30 tysięcy ludzi. Dane te były wielokrotnie weryfikowane. Dla porównania: w tym samym czasie w Wielkopolsce zginęło 10 tysięcy ludzi, na Śląsku – 1500 osób, na terenie północnego Mazowsza – 1000. Według profesora Bogdana Chrzanowskiego największe straty ludzkie w tym okresie poniosło Pomorze.

 

35 Informacje o obozie w Borowie zaczerpnięto z pozycji:. Stutthof. Hitlerowski obóz koncentracyjny, red. Michalak W., Szafrańska E., Warszawa 1988, s.59-61, 67.

 

36 Śladami Żydowskimi po Kaszubach, s. 390

 

37 B. Hajduk, Kartuzy i powiat...., s.180

 

38 Tamże, s.180

 

 (oprac. Barbara Kąkol)